sobota, 28 czerwca 2014

Truskawkowe hieroglify




Po raz pierwszy od paru lat postanowiłam wykorzystać sezon truskawkowy. W przypadku truskawek można zaobserwować u mnie pewien paradoks. Lubię je, ale bardzo często nie mam na nie ochoty... W tym roku postanowiłam jednak przełamać moc przyzwyczajenia i przyrządzić je na parę - dość banalnych przyznajmy - sposobów. Oczywiście nieśmiertelne truskawki ze śmietaną i cukrem, następnie makaron z truskawkami i śmietaną i w końcu ciasto. W tak zwanym międzyczasie po latach małżeństwa dowiedziałam się, że mój mąż jako jedyny w naszej rodzinie lubi dżem truskawkowy! Tutaj wykazałam się pewną "inwencją" twórczą i do owoców dodałam miętę. Do pierwszej partii świeżą, ale była w ogóle niewyczuwalna, więc do drugiej partii dżemów dodałam miętę suszoną, która dała bardziej zdecydowany smak.
Do ciasta wykorzystałam przepis na ciasto ze śliwkami (link tutaj), w ramach "szaleństw" w kuchni dodałam do niego jeszcze startą skórkę z całej cytryny. Co oczywiste zamiast śliwek na wierzchu wylądowały truskawki. Trudno mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie wybrałam owoców jednakowej wielkości i nie pokroiłam ich na zbliżone kawałki. W efekcie te najmniejsze mocno się skurczyły przybierając ciekawy kształt, a ogólny wygląd ciasta moje dziecko podsumowało "hieroglify". I tak zostało... :)
Obawiałam się, że truskawki puszczą podczas pieczenia dużo soku i ciasto namięknie. Moje obawy okazały się bezpodstawne, a ciasto z truskawkami jest równie smaczne jak ze śliwkami.





poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ryba w sosie pomidorowym z oliwkami




Przepis pochodzi z książki "Taste of Africa" i zgodnie z nim powinnam użyć ryby o nazwie "kingklip". Niestety w żadnym słowniku nie znalazłam tłumaczenia, ale dzięki Bogu w przepisie znalazła się również uwaga "lub inna ryba o zwartym mięsie". Ja wykorzystałam tołpygę. Ma co prawda sporo ości, ale są one duże lub nawet bardzo duże i ich wyłuskanie podczas jedzenia nie stanowi większego problemu.
Sos z pomidorów z oliwkami i białym winem bardziej przypomina kuchnię śródziemnomorską niż afrykańską. Być może dlatego tak nam smakowało ;)

SKŁADNIKI
2 łyżki oleju roślinnego
cebula
5 dojrzałych pomidorów
200 g grzybów (ja użyłam pieczarek)
1/2 filiżanki białego wina
1 1/2 filiżanki rybiego lub roślinnego tłuszczu
100 g zielonych oliwek
6 steków "kingklip" lub innej ryby o białym, zwartym mięsie
4 łyżki masła

Cebulę i pomidory drobno posiekać, pieczarki pokroić, oliwki przepołowić.
Rybę umyć, osuszyć, posolić.
Cebulę zeszklić na oleju, dodać pomidory i dusić ok. 5 minut. Dodać grzyby, wino, rybi lub roślinny tłuszcz i gotować ok. 10 minut bez przykrycia. Na koniec dodać oliwki, doprawić do smaku solą i pieprzem, zdjąć garnek z ognia.
Na patelni rozpuścić masło i usmażyć rybę z obu stron na złoty kolor. Dodać do sosu, lekko wymieszać.
Ja podałam do ryby salsę z czerwonej cebuli, pomidorów, ogórka, awokado i jogurtu greckiego.


niedziela, 29 grudnia 2013

Poświątecznie - kulebiak niecałkiem tradycyjny





Kulebiak - zdecydowanie nasza ulubiona potrawa wigilijna. Nie wyobrażamy sobie bez niego świąt. A co ciekawe, wcale nie jest w naszym domu potrawą "tradycyjną", spożywaną od dziada pradziada. Gdy byłam mała i trochę większa moja mama robiła na wigilię pierogi z kapustą i grzybami. Najpierw je gotowała a potem odsmażała na masełku. Mmm, pycha. Ale jest to potrawa praco- i czasochłonna. Któregoś roku moja mama się zbuntowała i zrobiła kulebiaka zamiast pierogów. Ten sam farsz, ale w cieście drożdżowym. I to był strzał w dziesiątkę. Podobnie jak pierogi odgrzewamy go na maśle, ciasto robi się chrupkie.
Kulebiak ma jedną podstawową zaletę - można go upiec wcześniej, to w końcu ciasto. Ma również jedną wadę. Podczas pieczenia ciasto rośnie i między farszem a górną częścią kulebiaka robi się przerwa i farsz podczas przygrzewana na patelni lekko wypada.
Zastanawiałam się jak pokonać ten problem i parę tygodni przed świętami zrobiłam próbę generalną - zrobiłam kulebiaka, ale w cieście francuskim. I okazało się, że to niestety nie to. Co prawda weszło więcej farszu i nie było tej nieszczęsnej przerwy, ale cała rodzina orzekła, że kulebiak w cieście drożdżowym jest nie do pobicia.
Zamieszczam jednak przepis na "podróbkę", jest mniej czasochłonny, szczególnie gdy skorzysta się z gotowego ciasta francuskiego.

SKŁADNIKI
ok. 0,5 kg kiszonej kapusty
suszone grzyby - DUŻO :)
cebula
ciasto francuskie
sól, pieprz, ziele angielskie i listek laurowy

Kapustę ugotować w lekko osolonej wodzie, z dodatkiem ziela angielskiego i listka laurowego (jeżeli jest to zostawić sok). Grzyby namoczyć w gorącej wodzie, ugotować.
Ugotowaną kapustę i grzyby osobno rozdrobnić w malakserze. Cebulę drobno posiekać, zeszklić na maśle i dodać grzyby. Lekko podsmażyć i dodać kapustę, na początek część, znowu chwilę dusić, dodać wywar z gotowania grzybów - ponownie nie cały i ewentualnie sok z kapusty. Doprawić solą, pieprzem i dalej dusić. Kapustę i wywar dodajemy partiami, aż do uzyskania pożądanego smaku. Farsz wystudzić.
Ciasto rozwałkować, nałożyć na nie farsz, zwinąć i dokładnie posklejać brzegi, docisnąć widelcem. Na wierzchu zrobić dekorację z pozostałego ciasta, posmarować rozmąconym jajkiem i piec w piekarniku nagrzanym do temp. 180 st. C przez ok. 30-40 minut.






niedziela, 8 grudnia 2013

Starzeję się - zupa pomidorowa z domowym makaronem




Robiąc wczoraj makaron najpierw pomyślałam, że jestem niemal jak włoska mamma - pobrudzona mąką, z wałkiem w ręku szalejąca w kuchni. Bo jak makaron to Włochy, Chociaż, wg ostatnich odkryć, to Chińczycy byli pierwsi. Potrawę tę znali już cztery tysiące lat temu.
Jednak po paru minutach zagniatania ciasta w mojej pamięci otworzyła się mocno zakurzona i zardzewiała szuflada i uprzytomniłam sobie, że upodobniłam się wcale nie do włoskiej mammy, ale... do własnej babci! Nagle przed oczami stanęły mi blachy, deski i tacki porozstawiane po całym mieszkaniu, a na nich suszący się makaron, który babcia przed chwilą zrobiła. Nie kojarzę fazy przed i po - tzn. robienia ciasta oraz tego, jak długo te podsuszone nitki były przechowywane. Zostały mi w pamięci tylko blachy z makaronem. Dla mojej babci była to zwyczajna czynność, przecież za jej młodości (lata przedwojenne) a myślę, że również przez sporą część trwania komunizmu, makaronu się nie kupowało, bo go zwyczajnie nie było. Gospodynie robiły go w domu, tak jak piekły chleb, czy skubały kurę na rosół - to akurat robiła moja druga babcia mieszkająca w centrum Warszawy. Tego nie pamiętam, znam jedynie z opowieści. Jestem już z pokolenia, dla którego mięso pojawia się w domu w kawałkach.
A wracając do makaronu. Robiłam go po raz pierwszy, przeszukałam więc wszelakie książki z przepisami. Do wyboru miałam przepis pani H. Szymanderskiej z "Encyklopedii Polskiej Sztuki Kulinarnej" lub z leksykonu "Makaron. Składniki, Podawanie, Przepisy". Wybrałam ten pierwszy, a różnica między nimi polega jedynie na tym, że do jednego ciasta dodaje się wodę, a do drugiego oliwę.
Smaku domowego makaronu nie da się porównać z kupnym. Jest jednocześnie miękki i sprężysty. Gdy kolejny raz będę go robić, pokroję go na krótsze i węższe paski, grubość miał, wg nas, odpowiednią, co przypłaciłam odciskami na dłoniach - ciasto wałkowałam ręcznie.
Od czasu do czasu, gdy mamy więcej czasu warto zrobić taki makaron.

SKŁADNIKI
300 g mąki
3 jajka
niecała łyżeczka soli
ok. 1-1,5 łyżki wody

Mąkę przesiać, zrobić w środku dołek do którego wlać rozkłócone jajka. Posolić i wyrobić gładkie ciasto. Gdy jest za mokre dodać nieco mąki, gdy za suche dolać nieco wody. U mnie ciasto było za suche.
Odstawić pod przykryciem na min. 30 minut. Po tym czasie ciasto rozwałkować cienko na posypanej mąką stolnicy i kroić w wybrane kształty. Ja wałkowałam niewielkie kawałki ciasta i kroiłam je w paski kółkiem do krojenia pizzy.
Makaron ugotować w dużej ilości osolonej wody. Gotuje się ok. 2-3 minut.
Zrobiłam za dużo ciasta, więc makaron został na następny dzień. Wysechł, ale po ugotowaniu był równie dobry jak dzień wcześniej.
Podałam makaron z zupą pomidorową.




niedziela, 1 grudnia 2013

Kotlety mielone trochę inaczej



Nadeszły w końcu ponure i wilgotne późnojesienne dni. A razem z nimi pojawiła się nagle chęć na rozgrzewające zupy, bo właśnie teraz jest najlepszy czas na ich jedzenie. Ostatnie badania pokazują, że coraz rzadziej jemy zupy. To w sumie dziwne, bo należą do naszej tradycji kulinarnej.
No cóż, my również nie jesteśmy bez winy. Postanowiłam więc powrócić do korzeni i ambitnie zaplanowałam, że co weekend będziemy jedli tradycyjną polską zupę (no..., czernina chyba jednak odpada).
W zeszłym tygodniu mieliśmy zupę z soczewicy a'la grochówka, a wczoraj ugotowałam kapuśniak. Chodził za mną przez cały tydzień i jak w końcu wpadłam do kuchni to ugotowałam gar chyba na tydzień. Mój mąż na raz pożarł  (inaczej nie można tego nazwać) dwa talerze zupy.
Do kapuśniaku zrobiłam kotlety mielone - wyszedł mi tak niechcący tradycyjny polski obiad. Jednak kotlety trochę "podrasowałam", tzn. dodałam do nich dodatki, które w podstawowym przepisie raczej nie występują. A wszystko zaczęło się któregoś razu u moich rodziców. Mama zaplanowała kotlety mielone na obiad, jednocześnie robiłyśmy ciasto dyniowo-marchewkowe i zostało nam trochę startej dyni i marchewki. Spontanicznie dodałyśmy je do mięsa. Kotlety wyszły pyszne. Dlatego wczoraj dodałam do kotletów niemal wszystko co miałam w lodówce ;) Przesadzam naturalnie, ale trochę prawdy w tym jest. Zostało mi trochę dymki ze śniadania więc hop do mięsa, z gotowania zupy trochę marchewki więc też hop do masy. Tak się przejęłam tą improwizacją, że po raz pierwszy w życiu posmakowałam surowe mięso! Może dzięki temu było naprawdę dobrze doprawione :)

SKŁADNIKI
50 dag mięsa mielonego wieprzowego
pół białej cebuli
dwa ząbki czosnku
dymka
gotowana marchewka
jajko
sól, pieprz
gałka muszkatołowa
ziele angielskie
2- 3 łyżki bułki tartej
olej, mąka

Cebulę drobno pokroić i zeszklić na maśle z dodatkiem oleju. Czosnek i dymkę drobno posiekać, marchewkę rozgnieść widelcem.
Mięso połączyć z czosnkiem, przestudzoną cebulą, marchewką i dymką. Dodać jajko i dokładnie wymieszać. Doprawić do smaku i dokładnie wyrobić masę. Na koniec dodać bułkę tartą, żeby związała mięso. Odstawić na kilka minut.
Rozgrzać olej na patelni. Z mięsa uformować kotlety, obtoczyć w mące i usmażyć.




piątek, 29 listopada 2013

Na poprawę nastroju - ciasto bananowo-kokosowe




Zamieniam się powoli w małą cukiernię. Moja rodzina już nie wyobraża sobie weekendu bez domowego ciasta. Od pewnego czasu każdy mój piątek wygląda tak samo: wracam z pracy i z kubkiem gorącej herbaty o aromacie grapefruita zaczynam wertować książki kucharskie w poszukiwaniu kolejnego przepisu. I tak przypomniałam sobie o książce, którą dostałam w prezencie ponad dwadzieścia lata temu podczas mojego pobytu w Niemczech. Przy okazji poćwiczyłam język...
Znalazłam w niej przepis na ciasto bananowo-kokosowe. Przepis jest prosty i nie wymaga skomplikowanych składników, których musiałabym szukać po całym mieście.
Ciekawe w tym cieście jest to, że im jest starsze tym staje się smaczniejsze. Po upieczeniu było przeciętne, absolutnie nas nie zachwyciło, takie sobie zwyczajne ciasto. Ale po paru dniach (no tak, na tyle nam nie smakowało, że w przeciwieństwie do poprzednich moich wypieków bardzo powoli znikało z formy) nabrało smaku i aromatu,  więc być może taka jego uroda - musi poleżeć, dojrzeć. Prawie jak piernik... ;)
Przepis pochodzi z książki "Von Meisterkochen auf Gas gekochte Meisterwerke" przetłumaczonej na niemiecki z węgierskiego.W oryginalne ciasto powinno być upieczone w formie wieńcowej, ale nie posiadam takowej, więc wykorzystałam formę na babkę z kominkiem.

SKŁADNIKI
250 g masła
150 g cukru pudru
odrobina soli
3 jajka
70 g wiórków kokosowych
1 cytryna
trochę imbiru
2 banany
łyżka rumu (nie miałam, dodałam więc łyżkę nalewki jałowcowej własnej roboty)
250 g mąki
20 g proszku do pieczenia
LUKIER
100 g proszku do pieczenia
2 łyżki soku z cytryny

Oddzielić żółta od białek. Rozgnieść banany, białka ubyć na sztywną pianę.
Utrzeć masło z cukrem pudrem, posolić i nadal ucierając dodać żółtka, wiórki kokosowe, trochę startej skórki z cytryny i soku z cytryny oraz imbir (trudno mi określić ile było tego mojego "trochę").  Następnie dodawać na zmianę mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i ubite białka. Na koniec wmieszać do ciasta rozgniecione banany.
Formę natłuścić i wysypać bułką tartą. Piekłam ciasto na środkowym poziomie piekarnika w temperaturze 180 st. C przez ok. 50 minut.
 Rozmieszać sok z cytryny z cukrem pudrem i polać nim ciasto. Ja ten krok pominęłam, bo za lukrem nie przepadam.
Smacznego - po 2-3 dniach :)




niedziela, 17 listopada 2013

Pożegnanie jesieni - placek ze śliwkami





Wiem, że już po śliwkach, ale ciasto jest równie dobre z jabłkami czy z innymi owocami. Chociaż ze śliwkami najlepsze...
Piekłam je pewnego pięknego jesiennego dnia z moją mamą i posłuszna jej wskazówkom ucierałam, ucierałam, ucierałam... ręcznie. Okazało się, że to wcale nie taka prosta sprawa, ręka mdlała mi już po paru ruchach, a moja mama jak zabrała się za ucieranie to aż wióry leciały! Nawet do głowy jej nie przyszło wyciągnąć mikser. Odgrażałam się, że jak będę robiła to ciasto w domu to na pewno z pomocą elektrycznej maszynerii. I co? Jak przyszło co do czego to znowu ucierałam, ucierałam, ucierałam... Sama nie wiem dlaczego :)
Przepis przyjechał do nas ze Szwecji od mojej ciotki. Nie jest skomplikowany, a ciasto najlepsze jest jeszcze ciepłe. Forma wystarcza dla pięciu osób na jakieś dwie godziny. Ale warto się trochę napracować, nieco pobrudzić śliwkami i poćwiczyć mięśnie (obu rąk, przy założeniu, że tak jak ja, uciera się na zmianę raz prawą raz lewą ręką...). Placek przypomina trochę biszkopt trochę gruby naleśnik. Mimo braku proszku do pieczenia lekko wyrasta a owoce się w niego apetycznie zapadają. Oj, już mi ślinka cieknie.

SKŁADNIKI
15 dag mąki pszennej
15 dag miękkiego masła
15 dag cukru wymieszanego z 2-3 łyżeczkami cukru waniliowego
3 jajka
ok 70-80 dag śliwek pozbawionych pestek
cukier puder

Masło utrzeć w makutrze na puszystą masę, stopniowo dodawać mąkę i ucierać do uzyskania gładkiej konsystencji. Jajka utrzeć z cukrem i dokładnie wymieszać z masą maślano-mączną.
Blachę wysmarować masłem i posypać bułką tartą (lub wyłożyć papierem do pieczenia), wyłożyć ciasto. Połówki śliwek ułożyć gęsto na cieście.
Piec na środkowym poziomie piekarnika ok 40 minut w temperaturze 180 st. C. Po wyjęciu z piekarnika, jeszcze ciepłe posypać cukrem pudrem.